Cholera! K. chyba przyzwyczaił chłopaków do usypiania przy suszarce. Od jakiś 3 tygodni powtarzam mu- nie włączaj proszę suszarki za każdym razem jak nie wiesz co zrobić, bo oni się tego nauczą i już zawsze będą tak wymuszać. O ironio! A co ja w tej chwili zrobiłam? Włączyłam suszarkę, bo...nie mogłam słuchać już miauczenia jednego i drugiego, tymbardziej, że nie mogę się nimi zająć równocześnie i zawsze któryś ryczy. Kurde...coś czuję, że to moje macierzyństwo nie jest takie super jakie mogłoby być. Nie mam czegoś takiego, że czuję wszechogarniającą mnie miłość do chłopców- kocham ich, fakt, ale myślę, że to jeszcze za wcześnie na tego typu stwierdzenia. Póki co są z nami półtora miesiąca i z dnia na dzień przyzwyczajam się do nich coraz bardziej i myślę, że kocham ich coraz mocniej, ale przychodzą chwile gdy opuszczają mnie siły. Kamiś jeszcze trochę popłakuje, suszarka nie działa. Wziąć na ręce i tak uśpić? Ehh...bez sensu. Zostawić niech się wypłacze? Też źle. Najedzony jest, przewinięty z kupy też, brzuszek nie boli, bo nie twardy, więc co? Odbić się odbiło. Przytulić, przytuliłam. So?
Ciekawe kiedy nadejdzie czas, że będę wiedziała o co moim dzieciom tak na prawdę chodzi...
Ciekawe kiedy nadejdzie czas, że będę wiedziała o co moim dzieciom tak na prawdę chodzi...

K
A